Perast – Czarnogóra. ZAGUBIONA ZATOKA

Autor: Grzegorz Kramar

Zdjęcia: Katinka Kilian,  autor

Cisza, której nic nie próbuje zmącić. O nabrzeże chlupoczą ledwie dostrzegalne morskie fale. Tu w zatoce morze jest spokojne. Ciągnąca się od wieków symbioza Perastu z morzem sprawiła, że spokój morza przeniósł się na całe miasteczko, które samo w sobie jest jak zagubiona gdzieś w załomie czasu zatoka.

Wybrzeże Boki Kotorskiej to jedyna szansa dla Czarnogóry na wyrwanie się z biedy. Rocznie przyjeżdżają tam tłumy turystów, bogaci Rosjanie wykupują tam ziemię i stawiają swoje posiadłości, jak grzyby po deszczu rosną nowe hotele, knajpy, dyskoteki. Ludność miasteczek w sezonie rośnie parokrotnie do tego stopnia, że w mniej turystycznych miejscowościach odcinana jest woda, żeby sprostać zapotrzebowaniu miejsc, które mogą na siebie zarobić. Prawie każde miasteczko wybrzeża wietrzy swoją szansę i robi co w jego mocy, by przyciągnąć tłumy wydających majątek turystów. Prawie, bo przecież jest jeszcze Perast.

W zeszłym roku w całym, liczącym nieco ponad trzystu mieszkańców Perascie pokoje turystom wynajmowały dwie osoby. Wszechobecne nad Ardiatykiem słowo „sobe” (pokoje) tam jest nieobecne. Poza tym za bazę noclegową robi jeden niewielki hotel. I tyle. Jakkolwiek by nie liczyć, mieszkańców zawsze będzie tam więcej niż turystów. I może stąd ten nieodparty urok zagubionego miasteczka.

Perast nie zawsze był zagubiony. Za czasów Republiki Weneckiej mieszkało tam półtora tysiąca mieszkańców, a miasta strzegła flota licząca sto okrętów. Funkcjonowała tam słynna szkoła morska, do której car posyłał swoich arystokratów na przeszkolenie, a samo miasto stanowiło potężną konkurencję handlową dla mieszącego się u wejścia do zatoki Kotoru. Ciężko w to uwierzyć przechadzając się zrujnowanymi uliczkami miasteczka, których, jak to na Bałkanach, nikt nie myśli remontować czy porządkować. Piękne, weneckie lwy, pamiętające jeszcze czasy dano minionej świetności, strzegą teraz budynków bez ścian, z dziurami w oknach. W szesnastu barokowych pałacach i siedemnastu katolickich kościołach często mieszka tylko wiatr. A przecież naszym miastom wystarczyłby taki jeden pałac, żeby chwalić się wielkim, wspaniałym dziedzictwem i ozdabiać jego podobizną wszystkie reklamowe foldery.

Jeszcze inną sprawą są wyspy. Z niemal każdego punktu miasteczka widać dwie wyspy – Św. Jerzego i Matki Boskiej na Skale. Ta druga została sztucznie usypana przez mieszkańców Perastu. Legenda głosi, że pewien człowiek znalazł kiedyś na skalistej rafie na morzu obraz Matki Boskiej. Zabrał więc go do miasta i umieścił w kościele. Jakże wielkie było zdumienie ludzi, gdy zobaczyli, że nazajutrz obrazu nie było już w świątyni. Początkowo myśleli, że ktoś go skradł, ale później okazało się, że podobizna w cudowny sposób powróciła na morze. Przywieźli ją więc z powrotem, ale Matka Boska znów wróciła na skałę. Po trzecim takim razie mieszkańcy postanowili zostawić Matkę Boską tam, gdzie ona chce, ale, jako że nie przystoi jej leżeć po prostu na środku morza – usypali dla niej wyspę i zbudowali na niej kościół. Po dziś dzień jednego dnia w roku każdy mieszkaniec wsiada do łódki i płynie na wyspę, żeby wrzucić pod nią symboliczną garść kamieni – znak, że wciąż pamiętają i wierzą.

Najpiękniejsze są jednak wieczory. Nie widać wówczas śladów upadku, ani przebłysków dawnej świetności, wyspy zaś ledwie majaczą na granicy widoczności. Słychać za to lekko falujące morze i ciche rozmowy ludzi, którzy wychodzą na nadbrzeżne ławki spędzić wieczór w jedyny sposób, jaki tu jest dostępny. W Peraście nie ma dyskoteki. Są z trzy knajpy, ale żadna z nich nie generuje wielkiego gwaru. Nie ma zbyt wielu turystów, bo nie ma tam plaży, a poza tym nie ma gdzie się zatrzymać. Są za to panowie z wędkami, które nieraz leżą cały dzień na nabrzeżu przez nikogo niepilnowane (wszak każdy z trzystu mieszkańców wie, do kogo dana wędka należy), siedzący całe wieczory i nie łapiący żadnej ryby. Są trzy sklepy sprzedające jedyne czarnogórskie piwo Nikšićko i chipsy marki Chipsy. I jest spokój. Taki spokój, jakiego nie ma już chyba w żadnym miejscu w Europie. A na pewno w żadnym tak pięknym miejscu.

PS. Więcej tekstów Grześka znajdziecie na http://kolegakramar.blogspot.com/  Szczerze polecam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s