Giewont – góra-symbol.

„Z każdej prawie chaty Giewonta widać, toteż słusznie mu się należy tytuł króla zakopiańskiego”.

Walery Eljasz-Radzikowski

Trudność trasy : 3/5

Czas przejścia: około 4,5 godziny

Giewont -sztandarowa góra –symbol, a szlaki nań prowadzące są uznawane za stosunkowo łatwe do przejścia.  Dlatego też  wśród bywalców Zakopanego szczyt ten cieszy się dużą popularnością. Starzy wyjadacze wiedzą jednak, że góry uczą pokory, a Giewont w przypadku załamania pogody staje się jednym z najniebezpieczniejszych tatrzańskich szczytów. Pioruny ściągane przez  Krzyż i metalowe umocnienia skał na szczycie pozbawiły życia dziesiątki osób.  Jeśli jednak wędruje się rozważnie, można bezpiecznie zdobyć Giewont i napawać oczy nieprzeciętnymi widokami.

Widok ze szczytu Giewontu (fot. A. Olchawska)

Etap 1 – 25 minut – szlak niebieski

Z dworca w Zakopanem najwygodniej dojechać do Kuźnic busem.  Stamtąd ruszamy niebieskim szlakiem. Brukowana droga  wznosi się równomiernie nie zapewniając większych doznań. (Spokojnie, bruk kiedyś musi się skończyć!). Gwarny tłum stojący wzdłuż prawej krawędzi szosy oznacza, że zbliżamy się do dolnej stacji kolejki na Kasprowy Wierch. Po chwili wchodzimy na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego (ulgowy bilet jednodniowy kosztuje 2zł, normalny 4zł).

Po około 10 minutach marszu chętni mogą odbić na prawo na ścieżkę wiodącą do pustelni brata Alberta i klasztoru Albertynek. Drewniany kompleks zwraca uwagę surowym stylem i prostotą zgodną z franciszkańską doktryną. (W jego projektowaniu pomagać miał Witkacy!) W kaplicy nad ołtarzem znajduje się krucyfiks podarowany bratu Albertowi przez  krakowskich Paulinów. Poniżej kaplicy znajduje się drewniana chatka, która pełni obecnie funkcję izby pamięci. Nieopodal znajduje się mała studzienka z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej.

Rozwidlenie szlaków w pobliżu klasztoru pozwala odbić w lewo tym, którzy wolą ominąć schronisko. Pozostali muszą wędrować dalej wybrukowaną drogą. Zaprowadzi ich ona na Polanę Kalatówki (polana zawdzięcza swą nazwę dawnym właścicielom tego terenu, rodzinie Kalatów). Oto znajdujemy się na wysokości 1198m.n.p.m. Miejsce otoczone zewsząd reglowym lasem i relatywnie płaskie pozwala na pierwsze zachłyśnięcie się przestrzenią,  a Dolina Bystrej daje przedsmak widoków, które wkrótce ukażą się naszym oczom.  Jeśli mamy szczęście i odwiedzamy polanę wiosną, zobaczymy wśród topniejących śniegów ogromną ilość krokusów.

O pasterskich tradycjach Kalatówek sięgających XVIII w. przypomina kulturowy wypas owiec, (który poza licznymi obostrzeniami dotyczącymi posiadania koncesji  i określającymi liczebność, rasy stad itp. nakłada na baców i juhasów obowiązek posługiwania się tradycyjnymi narzędziami, strojami i mówienia gwarą) oraz jeden szałas z początku XXw.

Klimatem Kalatówki bliższe są hotelowi niż schronisku górskiemu. Zresztą wzniesione zostały w 1938r właśnie jako hotel otwarty przy okazji narciarskich mistrzostw świata. (Kalatówki od samego początku były gratką dla narciarzy. Właśnie tutaj powstał pierwszy w Polsce ośrodek narciarski, a w 1910r. rozegrano tu pierwsze zawody. Obecnie działają 2 wyciągi dla miłośników białego szaleństwa.)

Etap 2 – 35 minut

Kierując się w stronę doliny wchodzimy na leśny dukt. Śliskie kamienie dają się szczególnie we znaki po deszczu. Pól godziny później docieramy do Doliny Konratowej. Ukształtowanie terenu i wapienne skały zdradzają jej odległą przeszłość, stąpamy po dnie stawu utworzonego przez masy skalne poruszające się pod wpływem nacisku lodowca.

Hala Konratowa (fot. A. Olchawska)

Na Hali Konratowej (1335m. n.p.m.) znajduje się najmniejsze z polskich schronisk. Wewnątrz spogląda na turystów prawdziwy znawca gór, Władysław Krygowski bo to właśnie jego imię schronisko nosi od 2009r.  Sielankowy klimat zachęca do chwili odpoczynku przed dalszą wędrówką. Ta idylla bywa jednak zwodnicza. W 1913 r. lawina zniszczyła stojący w miejscu dzisiejszego schroniska, schron dla narciarzy. Obecny budynek również ucierpiał w wyniku lawiny w 1953 r., kiedy to blok skalny ważący przeszło 30 ton wbił się w róg jadalni.

Schronisko na Hali Konratowej (fot. A. Olchawska)

Etap 3 – 70 minut

Ruszamy dalej. Podejście robi się ciekawsze, a szlak prowadzi zakosami coraz bardziej stromą ścieżką. Jesteśmy w tzw. Piekle. Jednak, jak to w górach, nawet tu nie brakuje odrobiny nieba. U góry po prawej stronie wyraźnie rysuje się krzyż. W upalne dni można schłodzić dłonie w niewielkim strumyku płynący obok, a czasem i samym szlakiem. Idąc wśród połaci kosodrzewiny docieramy do Przełęczy Kondrackiej (1725m. n.p.m.).

Krzyż na Giewoncie (fot. A. Olchawska)

Etap 4 – 30 minut

Roślinność jest coraz uboższa, przed nami gołe skały. Na sam szczyt prowadzi jednokierunkowy odcinek szlaku zabezpieczony łańcuchami. Wchodzimy prawą stroną, schodzimy lewą. Niech nikogo nie kusi schodzenie północną stroną. Z początku łatwe zejście prowadzi do przepaści, której pokonanie wymaga odpowiednich umiejętności i sprzętu wspinaczkowego. Gwar turystów, damy w sandałkach, wyślizgane kamienie i kolejka jak w supermarkecie nie sprzyjają rozmyślaniom. Warto jednak zejść szlakiem odrobinę niżej, usiąść w spokoju i po prostu gapić się na piękno gór.

Panorama ze szczytu Giewontu (fot. A. Olchawska)

Etap 5  – szlak czerwony – 1 godzina

Schodzimy szlakiem czerwonym.  Początkowo ścieżka jest dosyć stroma i trzeba uważać na wyślizganych kamieniach. Przesuwając  się wzdłuż urwistych ścian piętrzących się po prawej stronie dochodzimy do Przełęczy Siodło (1630m.n.p.m.).

Gdy szlak prowadzi nieco w górę przechodzimy przez charakterystyczną, skalną „Szczerbinkę”. Idąc dalej naszym oczom ukazują się szczyty Małego Giewontu (1728m. n.p.m.) i Długiego Giewontu (1867m. n.p.m.). Wędrując przez las docieramy do Przełęczy w Grzybowcu (1311m.n.p.m.).

Etap 6 – 1 godzina

Po pokonaniu dosyć monotonnego odcinka, docieramy do Doliny Strążyska. Niegdyś znajdowała się tu zagroda do dojenia owiec (stąd nazwa Doliny, o której pierwsze wzmianki pochodzą z 1605r.) Dnem doliny płynie wartki potok, którego szum uprzyjemnia nam dalszą wędrówkę.

W wylotu Doliny znajduje się Polana Strążyska. Znajduje się tam góralski ( niestety bardzo komercyjny) bufet. Warto jednak zatrzymać się w tym miejscu choćby na moment. Można pożegnać się ze śpiącym rycerzem, którego widać stąd doskonale. Oby nikt go nie zbudził!

Giewont (fot. A. Olchawska)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s