Motorowerem też można, czyli Ogarem 200 nad morze

autor tekstu i zdjęć: MACIEJ LISZKA

Pomysł wypadu nad morze zrodził się jakieś 5 lat temu, jeszcze za czasów, gdy po drogach poruszałem się na sprzęcie o tajemniczej nazwie- Romet Pony 301, czyli dokładniej na motorynce ;-)
A było to tak, że miałem taką rozkładaną mapę samochodową z Firmy k2,mam ją zresztą do dzisiaj. Zawsze po rozłożeniu jej myślałem, że fajnie byłoby jechać motorynką nad morzem. Z czasem jednak dochodziłem do wniosków, że taka wyprawa, na takim sprzęcie byłaby po prostu za trudna i bardzo męcząca, choć nie niewykonalna. Pomysł jak szybko wpadł, tak jeszcze szybciej wyleciał.
Po jakimś czasie, przesiadłem się na większego brata motorynki, czyli Ogara. Z biegiem czasu, nabijałem coraz więcej kilometrów i coraz częściej myślałem o wyprawie nad Morze.
W zasadzie przygotowania do wyprawy trwały już od dawna, jednak podjęcie ostatecznej decyzji i zaplanowanie wszystkiego na ostatni guzik wypadło 4 dni przed wyjazdem.
Trasa była już od dawna ustalona, noclegi podobnie, jednak planowanie w tym przypadku było mało opłacalne, gdyż i tak wszystko się zmieniło, ale o tym trochę później.
Tak, więc w niedzielę 21.08.11r. o godzinie 5 rano, całkowicie załadowany i z duszą na ramieniu wyjechałem z domu. Trasa do Krakowa, jak i przejazd przez sam Kraków minęły bardzo szybko, bowiem ruch o tej porze nie był jeszcze zbyt duży. Oczywiście, jak to zawsze w Krakowie bywa, na światłach i po dość długim postoju na wolnych obrotach padła mi świeca. Kilka minut i wymieniłem felerną świecę. Po wyjeździe z Krakowa kierowałem się na Skałę tym samym przejeżdżając przez Ojcowski Park Narodowy. Cudowne miejsce.

Kolejne miejscowości, przez które jechałem to Wolbrom, Koniecpol, Włoszczowa (tutaj były jedne z gorszych dróg, jakimi jechałem). Następnie Piotrków Trybunalski, Koluszki i Łowicz. W samym Łowiczu na stacji benzynowej spotkałem się z kolegą  z forum motorowerowego. Pogadaliśmy chwilę po czym na dwa motory udaliśmy się w stronę Kiernozi, gdzie czekał na nas inny kolega. Zatrzymaliśmy się koło sklepu porozmawialiśmy chwilę, zrobiliśmy wspólne zdjęcie, a następnie chłopaki odprowadzili mnie do Sannik, gdzie miałem zapewniony nocleg.
W Sannikach poznałem naprawdę wspaniałych ludzi, którym z całego serca bardzo dziękuje za nocleg. Z domu, do tej miejscowości zrobiłem 382km.
Kolejnego dnia, czyli w poniedziałek 22.08.2011r. wyruszyłem trochę później, mniej więcej koło godziny 6.30, udając się w stronę Płocka. W Płocku, nawet mimo tego, że to małe miasto, miałem lekkie problemy, żeby trafić na właściwą drogę. Na szczęście taksówkarz dokładnie wytłumaczył mi trasę i nie błądziłem zbytnio. Kierowałem się na Lipno i Golub Dobrzyń. W samym Golubiu spotkałem się z kolejnym kolegą na zamku. Pozwiedzałem, porobiłem pamiątkowe zdjęcia i pojechałem dalej.

Z Golubia kierowałem się na Wąbrzeźno i Grudziądz. W samym Grudziądzu, przed jakimś dużym supermarketem zapytałem młodego chłopaka o drogę na Nowe. Ów chłopak zaproponował, że wyprowadzi mnie za miasto. Podziękowania dla chłopaka z Aprilli.
Jechałem głównie drogami drugorzędnymi z racji tego, że nie lubię natężenia ruchu.
Im byłem bliżej morza, tym bardziej wiało, a dodatkowo pęd przejeżdżających samochodów ciężarowych powodował, że trudno było utrzymać właściwy tor jazdy. Tuż przed Tczewem, na pasie awaryjnym leżała bardzo ciekawa rzecz. Strasznie żałuję, że się nie zatrzymałem i zdjęcia nie zrobiłem. A była to połowa ukruszonego bębna hamulcowego z samochodu ciężarowego :D Ciekaw jestem, czy kierowca zorientował się co zgubił :D
W Pruszczu Gdańskim, na światłach zacząłem mieć problem z biegami. Coś dziwnego podziało się i był tylko luz, a żaden inny bieg nie chciał wejść. Zjechałem na pobocze i mieszając biegami, w pewnym momencie urwał mi się lewarek. Pomyślałem sobie, że jestem w niezłej d… Na szczęście kawałek dalej był zakład blacharski, w którym bardzo sympatyczny pan zespawał pęknięty lewarek, a jak dowiedział się, że jadę z pod Krakowa, to nie chciał pieniędzy. Z tego miejsca chciałem podziękować za pomoc.


Po przyspawaniu lewarka mogłem dalej kontynuować jazdę. Minąłem Gdańsk i nie dowierzałem, że dojechałem :D
Miejscem docelowym, jakie wybrałem, było pole namiotowe w Sopocie. Jednak nie wiedząc czemu, zajechałem się do Gdyni i musiałem się wracać :D Dość długo zajęło mi znalezienie ulicy Bitwy pod Płowcami.
Wykupienie pola namiotowego oraz rozbicie samego namiotu zajęło trochę czasu, jednak jeszcze tego samego dnia pojechałem Rometem na plażę :D Było około 200m.
Na samej plaży porobiłem kilka zdjęć, niestety Ogarem nie udało się tam wjechać.

Wróciłem do ośrodka. Z Sannik do Sopotu zrobiłem 326km.
Noc minęła spokojnie, było ciepło i całkiem przyjemnie mi się spało.
Kolejnego dnia-wtorek 23.08.11r postanowiłem, że pojadę na Hel. Przed wyjazdem poskręcałem jeszcze wszystkie łączenia gaźnika, króćca i cylindra bowiem dzień wcześniej wydawało mi się, że Ogar łapał lewe powietrze. Na terenie ośrodka zostawiłem namiot, śpiwór i wybrałem się w drogę na Hel, uprzednio zaglądając do atlasu samochodowego. Dość szybko przedarłem się przez zatłoczony Sopot oraz Gdynię, aczkolwiek moje szczęście długo nie trwało. W Rumi zacząłem mieć poważnie problemy z biegami, objawiające się początkowo brakiem 3 biegu. Zatrzymałem się na poboczu i po szybkim zastanowieniu, podjąłem decyzję, że wracam do domu :D
Na szczęście szybko się okazało, że jest 3 bieg, aczkolwiek trzeba trzymać, bo wypada. Szybko wróciłem do Sopotu i jeszcze szybciej zwinąłem namiot. Zapakowałem wszystko na Ogara, w kasie odebrałem jeszcze 20zł kaucji za blachę na namiot i czym prędzej popędziłem w kierunku południa (choć tylko teoretycznie).
Z Gdańska wyjechałem koło godziny 12 i drogą krajową nr 20 dojechałem do Kościerzyny, uprzednio przejeżdżając przez Żukowo. Z Kościerzyny drogami drugorzędnymi jechałem przez Chojnice oraz Tucholę. Z Tucholi miałem jechać na Koronowo, jednak coś mi się pomyliło i dojechałem do Bysława, gdzie zapytałem o drogę. Przechodzień doradził mi, abym przez okoliczne wioski dojechał do promu, który przeprowadzi mnie przez zalew Koronowski, a później już droga doprowadzi mnie do samego Koronowa. To był strzał w 10. Drogami głównie przez mało zaludnione wsie, oraz częściowo przez las z cudowną kamienistą drogą dojechałem do promu. Pierwsze wrażenie bezcenne. Przepiękne jezioro, bajkowo wyglądający prom a na nim Ogar, jeszcze długo będę miał ten obrazek w pamięci. Prom jest atrakcją turystyczną i nie trzeba za niego płacić.


Kawałek za Koronowem zjechałem do jakiegoś zajazdu i zapytałem, czy nie ma w okolicy jakiegoś pola namiotowego. Niestety w jedyne pole namiotowe było dość daleko i dodatkowo trzeba było się wracać, a ja nie lubię się wracać. Pojechałem dalej, w stronę Bydgoszczy. Znalazłem tam miejsce, gdzie mogłem spokojnie rozbić namiot.
Kolejnego dnia- środa 24.08.11r. Pojechałem do dawnej fabryki Rometa  zrobić pamiątkowe zdjęcie. Po wyjeździe z Bydgoszczy kierowałem się na Mogilno. W Barcinie złapała mnie ulewa. Miałem ubrany kombinezon, jednak deszcz padał do tego stopnia, że widoczność była bardzo kiepska. Zatrzymałem się w Biedronce i schowałem się pod daszkiem na wózki :D W butach miałem niezłe jeziorko, dlatego zakupiłem siatki, mokre skarpetki zamieniałem na suche, na nie ubrałem siatki, a na końcu buty. Partyzantka jak cholera, ale nie cierpię mieć mokrych butów na nogach.
Na szczęście po kilkunastu minutach ulewa zamieniała się w lekki deszcz i mogłem dalej kontynuować podróż. Dojechałem do Mogilna. Od tej miejscowości mogłem jechać z zamkniętymi oczami, bowiem co roku jeździmy tam na zlot starych pojazdów. Z Mogilna kierowałem się na Kleczew, Konin, Turek i Sieradz.
Kolejną noc miałem spędzić w Oleśnie na polu namiotowym, jednak za późno wyjechałem z Bydgoszczy i dojechałem tylko do Złoczewa. Robiło się już powoli ciemno, byłem  zmęczony i nie chciałem jechać dalej, a tym samym narażać się na jakieś głupie niebezpieczeństwo. Postanowiłem znaleźć jakieś ustronne miejsce na namiot. Skręciłem w boczną dróżkę, prowadzącą gdzieś w las. Jak się później okazało dojechałem nad jeziorko. Było tam trochę ludzi, ktoś pływał, ktoś hałasował, a nawet dwa namioty stały.
Znalazłem względnie bezpieczne miejsce i rozbiłem namiot. Komary gryzły tam okropnie.
Dość długo nie mogłem zasnąć. Koło godziny 3 w nocy miałem pobudkę. Coś chodziło koło namiotu. W mojej głowie przewijały się różne myśli, a z ust wydobyła się głośna wiązanka przekleństw. Najprawdopodobniej był to jednak jakiś pies, który grzebał w worku, który zostawili poprzedni wczasowicze. W każdym bądź razie to coś odeszło i jeszcze zasnąłem na kilka godzin.
Kolejnego dnia- czwartek 25.08.11r -obudziłem się koło godziny 6 i niestety od razu spotkało mnie nie miłe zaskoczenie, bowiem znowu padał deszcz, a ja zostawiłem buty na zewnątrz. Tak, więc siatki znowu poszły w ruch.
Wyjechałem koło godziny 6.30 i niestety w dalszym ciągu lekko padał deszcz. Na szczęście po około 2 godzinach jazdy w deszczu wyszło słońce. Kierowałem się na Wieluń, Gorzów Śląski, Olesno, Lubliniec i Koziegłowy. W Koziegłowach zatrzymałem się na Rynku, bowiem jest tam naprawdę pięknie. Oczywiście na pamiątkę zrobiłem kilka zdjęć.

Dalej kierowałem się na Zawiercie, Ogrodzieniec, Olkusz, czyli drogą, którą w kwietniu jechałem na Rozpoczęcie Sezonu do Częstochowy.
W Krakowie wpadłem do wujka, żeby chwile odpocząć, a do domu miałem jeszcze około 30 km.
Późnym wieczorem cały i szczęśliwy byłem w domu :D .
Podsumowując:
– przejechałem 1575km w 5 dni
– spaliłem około 40l paliwa, oraz ponad litr oleju
– przepaliłem 4 komplety żarówek
– zepsułem 1 świece
– od Sopotu wracałem trzymając 3 bieg (palce u nóg drętwiały)
– przejeżdżałem przez województwa: Małopolskie, Śląskie, Łódzkie, Mazowieckie, Kujawsko Pomorskie, Pomorskie, Wielkopolskie i Opolskie.

4 responses to “Motorowerem też można, czyli Ogarem 200 nad morze

  1. Pewnie, że można. Miałem kiedyś Ogara i to całkiem dobry rumak.Był na tyle szybki, aby coś wiaterku łyknąć i na tyle wolny, że jak wpadłem nim na Corsę to nic się wielkiego nie stało. Motocykl idealny :) Niestety nie było mi dane nim podróżować.

  2. Gratuluje pomysłu i odwagi w jego realizacji. Myśle ,ze zawstydziłeś wielu motocyklistów z „poważnymi” maszynami. Np mnie, bo moja xj’ta nie oddalała się od domu na więcej niz 100km.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s