3000 km Ogarem 200 :)

autor tekstu i zdjęć: Maciej Liszka

Po powrocie znad morza i przejechaniu 1575km w 5 dni wciąż było mi mało. Żeby nie spocząć na laurach, postanowiłem zrobić coś bardziej ambitnego ;)
Założenie początkowe było takie, że jadę z kolegą Termosem z Opola całą trasę, na 2 Ogary, ale niestety nie dogadaliśmy się i po raz kolejny wyruszyłem sam.
Plan był prosty: trasę ustalam na bieżąco, noclegi na dziko albo u forumowiczów. Przed wyjazdem zaplanowałem odwiedzenie różnych, ciekawych miejsc i przejechanie jak największej liczby kilometrów ;)

Cały okres przedwakacyjny, a także początek wakacji główkowałem, w jaki sposób pozyskać potrzebne pieniądze. Tutaj z pomocą przyszedł mój były nauczyciel historii, Pan Łukasz, który początkowo zatrudnił mnie w pracy, a w późniejszym czasie zaproponował sponsorowanie części wyprawy w zamian za naklejki na moto. Z tego miejsca dziękuję za pomoc ;)

Powoli staje się tradycją, że datę wyjazdu ustalam na kilka dni przed wyruszeniem. Tak też było w tym przypadku. Spontanicznie przykręciłem stelaże, zamontowałem sakwy, posmarowałem to, co trzeba i powiedziałem Mamie, że za 4 dni wyjeżdżam ;) Na szczęście mam kochaną Mamę, która nie blokuje moich marzeń, choć wiem, że na pewno się denerwowała.
Dzień przed wyjazdem zapakowałem namiot, śpiwór, 3 litry oleju do mieszanki, kilka najpotrzebniejszych części zapasowych, a także ubrania oraz mapę. Podjechałem jeszcze na stację, żeby sprawdzić czy nic nie odlatuje i zatankować motor pod korek ;D Oczywiście w drodze musiałem zmienić fajkę świecy bo Romet jak to Romet, tuż przed wyjazdem musiał trochę postraszyć ;) Wróciłem do domu i czas zaczął mi się dłużyć. O dziwo byłem spokojny, a wieczorem zasnąłem bez problemów. W końcu nadszedł ten długo oczekiwany dzień. Dzień wyjazdu ;D

Pierwszy dzień

30.07.2012r.(poniedziałek)- Obudziłem się o godzinie 6.00 i niestety za oknem padał deszcz.
Poszedłem do garażu zapakować ostatnie rzeczy i w spokoju zastanowić się, czy jechać w deszczu, czy może poczekać na lepszą pogodę. Uświadomiłem sobie, że przy takiej ilości km, które założyłem przejechać, na pewno trafi się dzień, w którym będzie prało żabami.
Z sakwy wyciągnąłem kombinezon przeciwdeszczowy, ubrałem go na siebie, a na buty założyłem po dwie reklamówki ;D Patent z poprzedniej wyprawy, który sprawdza się całkiem nieźle. Wyglądałem wtedy tak:

Pożegnałem się z rodzinką, powiedziałem, że za niedługo wracam i wyjechałem. Było koło godziny 7.00. Kierunek, jaki obrałem to Dobczyce, Gdów i Bochnia. Po pierwszych 15 km w deszczu miałem wątpliwości, czy rzeczywiście dobrze zrobiłem. Było zimno, pochmurno, ale Ogar nie protestował, to jechałem dalej. W Brzesku spotkałem się z Kamilem, znajomym z forum motorowerowego. Porozmawialiśmy chwilę, zrobiłem zdjęcie, po czym udałem się w dalszą drogę. Kamil wyprowadził mnie samochodem za Brzesko więc nie błądziłem :D

Dalej kierowałem się na Sandomierz. Droga przebiegała raczej spokojnie, czasami tylko padało mocniej, ale dało się jechać. Niestety, stosunkowo często musiałem się zatrzymywać, gdyż nagminnie przepalały mi się żarówki. Sandomierz powitał mnie ładną pogodą, zaczęło świecić słońce i tak już zostało do końca dnia ;)

Z Sandomierza chciałem jechać do Świdnika, odwiedzić tam muzeum WSK, jednak zrezygnowałem i wybrałem drogę do Puław, gdzie miałem możliwość bezpiecznego przenocowania u kolegi (Bartka). Po drodze w Annopolu zwiedziłem ciekawe podwórko (wiedziałem o nim wcześniej). Jako, że jestem zapalonym miłośnikiem staruchów, musiałem się zatrzymać i zdjęcie zrobić ;) Stały tam naprawdę ciekawe okazy m.in. Wartburg 312 Coupe.


Odpocząłem chwilkę i pojechałem dalej. Późnym popołudniem byłem u Bartka, w miejscowości Końskowola kilka km za Puławami. Z Bartłomiejem porozmawialiśmy, popatrzyliśmy do jego Ogara, bo niedomagał, po czym rozbiłem swój namiot i poszedłem spać. Pierwszy dzień zakończyłem z przebiegiem 312km.

Drugi dzień

31.07.2012r.(wtorek) Obudziłem się koło godziny 8.00, a chwilę później przyszedł Bartek. Dostałem śniadanie, po czym wzięliśmy się za niebieskiego Ogara. Wymiana cewki WN i ustawienie zapłonu sprawiło, że maszyna ożyła :D Chwilę później okazało się, że w moim wehikule nie ma powietrza w tylnym kole. Pompowanie nie pomogło, więc wziąłem się za wymianę dętki (miałem zapasową).

Wszystko sprawnie poszło i po chwili maszyny były gotowe. Mama Bartka poczęstowała mnie jeszcze obiadem, za co serdecznie dziękuję i wyruszyliśmy wspólnie w drogę.

Z Końskowoli kierowaliśmy się na Ryki, a w miejscowości Wola Korycka spotkaliśmy się z Mateuszem (Balon), z którym wspólnie pojechaliśmy odwiedzić czwartego forumowicza Mateusza (MrocznyDrwal). Fajnie było zobaczyć 4 takie same maszyny w jednym miejscu :D

Porozmawialiśmy na wspólne, motorowerowe tematy, jednak po chwili udaliśmy się w dalszą drogę. Od tego momentu rozstałem się z Bartkiem, który pojechał do domu, a dalszą podróż kontynuowałem z Balonem. Jechaliśmy w stronę Starej Gąski, gdzie mieszkał mój kompan ;D Po kilkudziesięciu kilometrach byliśmy na miejscu. Odstawiliśmy Ogary do garażu, a w radiu akurat leciała piosenka „Windą do Nieba”, która jak się później okazało, stała się prawdziwym hitem wyprawy :D Rodzina Mateusza bardzo ciepło mnie przyjęła; dostałem łóżko, pełne wyżywienie. Żyć nie umierać ;) Tego dnia słabo kontaktowałem, więc ustaliliśmy tylko tyle, że w czwartek jedziemy wspólnie do Ełku, czyli około 300km. Potem poszedłem spać. Dzień zakończyłem z przebiegiem 121 km.

Trzeci dzień

1.08.2012r.(środa). Bardzo dobrze mi się spało. Prawdopodobnie dlatego obudziłem się koło godziny 12.00 :D Mateusz zrobił śniadanie, swoją drogą bardzo smaczne, a po skonsumowaniu udaliśmy się do garażu. Korzystając z chwili wolnego czasu przeczyściłem zakurzony motor, natomiast Balon w tym czasie zmieniał bak w swoim Romecie. Nowy bak może i był zardzewiały, ale przynajmniej nie ciekł ;) Popołudniu pojeździliśmy po okolicy. Byliśmy m.in. na stacji, zatankować nasze dzielne rumaki, a także odwiedziliśmy ruiny zamku. Miejsce o tyle ciekawe, że tuż obok zamku stała porośnięta krzakami Syrena kurołapka :D Niech odchodzi w chwale ;-)

Obrazek

Po powrocie do domu zabraliśmy się za ostateczne przygotowania do wyjazdu. Mateusz założył sakwy, zapakował wielki namiot i śpiwór. Wieczorem zrobiliśmy jeszcze małą trasę po okolicy, celem sprawdzenia, czy wszystko się trzyma. Nic nie na szczęście nie odpadło.
Motory odstawiliśmy do garażu, ustaliliśmy trasę i poszliśmy spać. Dzień zakończyłem z przebiegiem 37km.

Czwarty dzień

2.08.2012r.(czwartek) Budzik obudził mnie o godzinie 6.00. Balon też już nie spał. Zjedliśmy śniadanie, pożegnaliśmy się i w drogę. Kierunek Wilkowyje. Ogary głośno pierdziały i kurzyły, połykając kolejne kilometry. Bardzo szybko znaleźliśmy się w Jeruzalu, czyli serialowych Wilkowyjach. Był sklep, była ławeczka, czyli wszystko w normie.

Z Jeruzala pojechaliśmy do Mińska Mazowieckiego, gdzie spotkaliśmy się z Adamem. Tradycyjnie, porozmawialiśmy chwilkę, po czym Adam wyprowadził nas za Miasto, tak abyśmy nie błądzili i pojechał w swoją stronę.
Kierowaliśmy się na Łochów i Ostrów Mazowiecki. Po drodze zatrzymaliśmy się w Biedronce, aby napełnić nasze brzuchy i zrobić jakieś zapasy. Po zakupach wróciliśmy do motorów i okazało się, że mam mało powietrza w tylnym kole. Kawałek dalej była stacja, więc napompowałem koło i pojechaliśmy. Dwa kilometry dalej powietrze zeszło do końca- urwało wentyl. Nie pozostało nic innego, jak wymiana dętki (na załataną)

Uporałem się z kapciem, a po napompowaniu mogliśmy kontynuować.
Przed Ostrowem Mazowieckim, w miejscowości Brok zatrzymaliśmy się, gdyż wypatrzyłem w oddali Syrenę. Dodatkowo argumentem przemawiającym za zatrzymaniem, była ładna okolica ;)

Jak się później okazało, oprócz Syreny stała tam Warszawa, Garbucha i Malczan.

Pooglądaliśmy, odpoczęliśmy chwilę i pojechaliśmy dalej. Czasami Balon prowadził, czasami ja, a gdy mnie wyprzedzał, to słyszałem spod jego kasku, jak coś tam sobie śpiewa ;D W sumie nie było to dla mnie dziwne, bo też tak robiłem, żeby nie zasnąć przy tak astronomicznych prędkościach ;) Jechaliśmy przez Łomżę i Grajewo, rzadko się zatrzymując.

Koło godziny 20.00 byliśmy w Ełku, na działce u sympatycznej cioci Mateusza.

Rozbiliśmy tam namioty, a następnie udaliśmy się na wieczorne zwiedzanie Ełku. Pojechaliśmy do centrum, motóry zostawiliśmy na parkingu i przeszliśmy się wzdłuż jeziora.
Pomimo późnej pory chodziło tam całkiem sporo osób. Na nasze szczęście, znaczna część, to były ładne dziewczyny ;D Wracając na działkę wstąpiliśmy do sklepu, aby zaopatrzyć się w niezbędny prowiant:
Obrazek

Wróciliśmy do namiotów. Dzień zakończyliśmy z przebiegiem 324km.

Piąty dzień

3.08.2012r.(piątek) Nie pamiętam o której dokładnie wstałem. Wydrapałem się z namiotu, a po chwili Balon wyszedł ze swojego.

Obrazek

Obrazek

Zjedliśmy śniadanie, które dzień wcześniej przywiozła ciocia Mateusza, po czym przemyłem się w wodzie z jeziora. Była trochę zimna i zielona, ale nie narzekałem ;D Zwinąłem namiot i zapakowałem cały majdan na Ogara. Niestety w tym dniu kończyła się wspólna droga i dalej kontynuowałem sam.

Mój kompan odprowadził mnie jeszcze z Ełku do Olecka, czyli około 30km. Po drodze spotkaliśmy kolejne ciekawe podwórko, na którym stały różne stare samochody :

Obrazek

W Olecku rozstaliśmy się. Ja pojechałem dalej, Balon wrócił na działkę, a w tym samym dniu dojechali tam samochodem jego rodzicie. Z Balonem spędziłem najwięcej czasu i jest to naprawdę z@jebisty człowiek. Generalnie unikam jazdy w dwie osoby, jednak z nim można jechać na koniec świata i się nie nudzić ;D

Z Olecka już sam, kierowałem się na Gołdap, jednak nie jechałem do centrum, tylko zrobiłem sobie skróty przez jakieś wsie i dojechałem do Dubeninek. Stąd już prostą drogą pojechałem do Stańczyk, zwiedzić zabytkowe mosty:

Obrazek

Mosty bardzo mi się podobały, szczególnie ich ogrom zrobił na mnie wrażenie ;)

Ze Stańczyk pojechałem do wsi Kiepojcie, oglądnąć również ciekawy most:

Obrazek

Wspomniany wyżej most, może i jest mniejszy, ale przynajmniej nie jest tak oblegany przez turystów ;)
Z Kiepojc pojechałem do Gołdapi, gdzie zatrzymałem się w sklepie. Była godzina 18. Niestety, zbliżające się ciemne chmury przyniosły obfity deszcz i musiałem przeczekać. Zapytałem sklepikarza, czy w okolicy jest jakieś pole namiotowe, jednak nic atrakcyjnego nie było. Dość długo czekałem, aż końcu z obfitego deszczu zrobił się deszczyk, w którym można jechać. Standardowo, kombinezon i siatki na buty. Jechałem i nie miałem już po drodze żadnego pewnego noclegu. Wtedy to przypomniała mi się relacja Wojtasa z wyjazdu 24h po Polsce. Postanowiłem pobić swój rekord w przejechanych km i jechać do oporu w nocy, a miejscem docelowym miał być Hel. Zrobiło się ciemno, a ja mijałem kolejne miejscowości min. Węgorzewo, Korsze.

Obrazek

Deszcz w pewnym momencie przestał padać, ale nie zdejmowałem kombinezonu, bo tak było mi cieplej. Światła dawały radę, chociaż musiałem się pilnować i często do tyłu patrzeć, czy nie przepaliła się żarówka. Strasznie dziwne uczucie mi towarzyszyło, gdy jechałem przez ciemny, długi las, albo gdy przejeżdżałem przez ciemne miasteczka, a samochody wyprzedzały mnie raz na pół godziny;-) Tuż przed północą w Bartoszycach złapała mnie policja. W zasadzie, to sprawdzili tylko moją legitymacje i mogłem jechać dalej. Mogłem, jednak ogólne zmęczenie wzięło górę i postanowiłem znaleźć jakiś nocleg. No cóż, bicie rekordu połączone z nocą jazdą musi jeszcze poczekać.
Kręciłem się z pół godziny po Bartoszycach aż w kocu znalazłem nocleg. Schowałem się tuż za sklepem Biedronki ;D Ogara postawiłem przy ścianie, a za podpórkę robiła opona, która już tam na mnie czekała. Byłem zmęczony do tego stopnia, że nie chciało mi się rozkładać namiotu. Wbiłem się w śpiwór i owinąłem materiałem z namiotu, a następnie położyłem się na ziemi między Ogarem a ścianą Biedrony. Generalnie nie było źle i nawet zasnąć się dało. Dzień zakończyłem z przebiegiem 266km.

Szósty dzień

4.08.2012r.(sobota). Obudziłem się o godzinie 5.00.

Obrazek

Noc minęła prawie bez problemu, jedynie na chwilkę się przebudziłem, gdy zaczął dobiegać do mnie jakiś hałas. Zorientowałem się, że to tylko grupka podchmielonych osób urządziła sobie wyścigi wózkami po parkingu, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo wstawać mi się nie chciało ;)
Rano, gdy wstałem, przyszedł do mnie jakiś bezdomny. Powiedział, że z Biedronki wyrzucają dobre banany i mogę sobie wziąć. Nie skorzystałem jednak z tej propozycji ;P Załadowałem ponownie wszystko na Ogara i pojechałem dalej. Jechałem przez Górowo Iławieckie, Pieniężno, Ornetę, Pasłęk i Elbląg. Po drodze wstąpiłem do miejscowości Raczki Elbląskie, gdzie znajduje się najniższe miejsce w Polsce ( depresja1.8m.p.p.m).

Następnie kierowałem się na Nowy Dwór Gdański i Stegnę. Miejscowości szybko uciekały, aż w końcu minąłem tabliczkę z napisem „Gdańsk”. Byłem taki dumny z siebie i z Ogara, że po raz drugi dowiózł mnie tak daleko! Przejechałem trójmiasto, cały czas kierując się na Hel. Przejeżdżając przez Rumię, miałem lekkie obawy, gdyż dokładnie w tym mieście, rok temu posypała mi się skrzynia. Tym razem nie było żadnych komplikacji, z czego byłem bardzo zadowolony ;D Oczywiście po drodze śpiewałem sobie „jadę na Hel” tak dla relaksu ;D Minąłem Redę, Puck i Władysławowo. W Chałupach spotkałem się z kolegą ze Skawiny, który akurat był tam na wakacjach z rodziną. Zostawiłem mu baterie do naładowania, po czym udałem się w dalszą drogę. Jechałem, jechałem aż końcu dojechałem.. na Hel ;D Zatrzymałem się przy tabliczce i zdjęcie zrobiłem.

Obrazek

Pojeździłem trochę po mieście, byłem na dwóch polach namiotowych, jednak ceny były z kosmosu, więc postanowiłem znaleźć coś na dziko. Uprzednio pojechałem jeszcze na plażę, zrobić zdjęcie na tle morza
Obrazek

Nie wiedziałem, że jazda po pisku jest taka trudna, ale odpychając się nogami jakoś wjechałem ;D
Gdy miałem odjeżdżać, zaczepił mnie chłopak, który akurat był tam ze swoją dziewczyną. Jak się okazało, trafiłem na bardzo sympatycznych motocyklistów, którzy również spędzali wakacje na Helu ;-)
Załadowany Romet i ogólny pomysł wyprawy zrobił duże wrażenie, nawet do tego stopnia, że zrobili sobie ze mną wspólne zdjęcie, które dostałem na maila. (Pozdrawiam Was serdecznie, mam nadzieję, że kiedyś to przeczytacie!)

Piach z plaży przykleił się do wszystkiego, co tylko było tłuste. W rezultacie zapewniłem sobie piaskowanie całego napędu, ale Ogarowi nic nie jest straszne. Pojechałem znaleźć jakieś ustronne miejsce na nocleg. Wjechałem do jakiegoś lasu i rozbiłem namiot. Ogara musiałem oprzeć o drzewo, bo nie bardzo chciał stać na stopce.
Obrazek
Dzień zakończyłem z przebiegiem 335km.

Siódmy dzień

5.08.2012r.(niedziela) Noc minęła spokojnie, a od rana świeciło słońce. Zwinąłem namiot i tradycyjnie zapakowałem wszystko na Rometa. Wyjechałem z lasu i kolejny raz pojechałem na plażę. Tym razem sprzęt odstawiłem na parking, a sam udałem się popływać w Bałtyku. Generalnie marnie mi to wychodziło, a że Bałtyk był zimny, to długo tam nie zagościłem. Przeszedłem się jeszcze wzdłuż morza i wróciłem do motoru. Swoją drogą, to nie wiedziałem, że stopy aż tak bolą od chodzenia po pisaku. Zrobiłem jeszcze rundkę honorową po Helu i uznałem, że należy wracać. W Chałupach odebrałem od Adriana naładowane baterie, a po krótkiej rozmowie pojechałem dalej.
Przy okazji pobytu w tamtych okolicach, przejechałem przez Jastrzębią Górę, czyli miejscowość, w której znajduje się najdalej wysunięty punkt na północ.
Wracałem przez trójmiasto, a w Pruszczu Gdańskim odnalazłem warsztat, w którym rok temu pospawano mi nóżkę zmiany biegów. Szkoda, że akurat była niedziela, bo chciałem pochwalić ich pracę ;) W końcu spaw trzyma się do tej pory ;D Przejechałem przez Tczew, a w Malborku postanowiłem przenocować. Znalazłem dzikie miejsce i rozbiłem namiot.

Obrazek

Niestety, goniące mnie ciemne chmury nie wróżyły najlepiej. Przeszła okropna burza, namiotem szarpało na wszystkie możliwe strony, a co gorsze woda kapała mi do środka. W rezultacie w środku namiotu zrobiło się jeziorko, a śpiwór i ubrania na sobie miałem mokre. Dzień zakończyłem z przebiegiem 181km.

Ósmy dzień

6.08.2012r.(poniedziałek). Wyszedłem z namiotu, gdy tylko zrobiło się jasno. Tej nocy praktycznie nie spałem. Cały czas musiałem się pilnować, żeby nie wpaść do kałuży ;)
Rano ubrałem suche ubrania, które miałem schowane w sakwach, jednak kurtka i bluza były mokre. Nie było wyboru, trzeba było jechać ;)
Pojechałem na stację, napić się gorącej herbaty, a przy okazji zapytałem, czy mają jakieś źródło ciepła w postaci kaloryfera, bądź innego grzejnika. Kasjerka popatrzyła się na mnie, jak na kosmitę i powiedziała, że nic takiego nie ma. A mi po prostu było zimno i chciałem wysuszyć przemoczone rzeczy. No cóż, gorąca herbata musiała wystarczyć.
Zatankowałem do pełna i udałem się do centrum. Z racji wczesnej pory, muzeum zamkowe było zamknięte, więc zrobiłem tylko zdjęcia z zewnątrz i pojechałem dalej.
Obrazek

Jechałem przez Dzierzgoń, Susz, Iławę( gdzie kupiłem suche skarpetki), a także Lubawę i Grunwald.
Pogoda dopisywała, było bardzo ciepło, dlatego często zatrzymywałem się i „obracałem” śpiwór, aby wyschnął ;)
Na stacji, gdzieś za Nidzicą, zatrzymałem się na tankowanie. Spotkałem tam bardzo sympatycznych harlejowców, którzy akurat wracali ze zlotu w Szwecji. Przejechany dystans i dalszy plan podróży zrobił na nich duże wrażenie. Zapytali, czy czegoś potrzebuje ? Grzecznie odpowiedziałem, że szczęścia i pogody ;) Gdy miałem odjeżdżać, dostałem rękawiczki HD , mapę, hot-doga z Orlenu, a także kilka zł na dalszą podróż. Byłem naprawdę zdziwiony, bo ludzie, których pierwszy raz na oczy widziałem sami z siebie podarowali mi tyle rzeczy. Dostałem jeszcze zaproszenie na zlot HD we Wrocławiu w 2013r. Podziękowałem i pojechałem dalej.
Kolejne miejscowości to: Mława, Ciechanów, Wyszków i Łochów.
Tego dnia, postanowiłem przespać się w cywilizowanym miejscu, dlatego wynająłem sobie pokój w Węgrowie. Cena była całkiem znośna, a co najważniejsze, był dostęp do łazienki i wygodne łóżko ;P Dla Ogara również znalazł się dach nad głową.

Obrazek

Tego dnia przejechałem 361km.

Dziewiąty dzień

7.08.2012r.(wtorek) Obudziłem się całkowicie wypoczęty. Zapłaciłem za pokoik, pożegnałem się i wio, przed siebie :D Jechałem przez Sokołów Podlaski, Siedlce, Międzyrzec Podlaski, Parczew. Pogoda była piękna, a dodatkowo świadomość przejechanych bezawaryjnie kilometrów powodowały uśmiech na mojej twarzy :D
W Chełmie spotkałem się z kolejnym kolegą z forum- Kamilem.

Obrazek

Pojechaliśmy na stację zatankować motory, a następnie Kamil przeprowadził mnie przez Chełm, tak abym nie błądził i rozstaliśmy się.
Kawałek dalej w miejscowości Białopole, czekał na mnie jeszcze jeden kolega –Iwo, właściciel MZty

Obrazek

Wspólnie z Białopola pojechaliśmy do Dubienki (tuż przy granicy), gdzie mieszkał Iwo. Na miejscu kolejny raz spotkałem się z wielką życzliwością, dostałem łóżko, kolacje i ogólnie wszystko było fajnie ;) Porozmawialiśmy na wspólne tematy, a także ustaliliśmy, że pobudka o 6.00 i poszedłem spać. Dzień zakończyłem z przebiegiem 283km.

Dziesiąty dzień

8.09.2012r.(środa) Obudziłem się o godzinie 6.00. Zjedliśmy śniadanie, po czym zebrałem się do dalszej podróży. Podziękowałem za gościnę i pojechałem dalej. Iwo w tym czasie poszedł na przystanek autobusowy, gdyż miał jazdy na prawko w Chełmie.
Z Dubienki pojechałem do najdalej wysuniętej miejscowości na wschód, czyli do Zosina.
Obrazek

Zrobiłem zdjęcie, naciągnąłem łańcuch i pojechałem dalej. Jechałem przez Hrubieszów, Tyszowce i Tomaszów Lubelski. W Tomaszowie niestety spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja. Czekając na czerwonym świetle, zbliżał się do mnie samochód. Standardowo, patrzyłem w lusterko, co się dzieje za mną. Pacjent się zatrzymał, więc nie było potrzeby „uciekania”. Zapaliła się zielona strzałka, więc ruszyłem i w tym momencie coś mnie puknęło z tyłu. Odwracam się za siebie, a tam zdezorientowany chłop w golfie 3. Zatrzymaliśmy się na poboczu, a oględziny wykazały, że nic na szczęście się nie stało. Nie chciałem słuchać jego tłumaczeń, więc wziąłem tylko dwie dychy na paliwo i pojechałem dalej. W końcu taki incydent nie zepsuje mi wyjazdu. Po drodze zastanawiałem się, co zrobiłem nie tak? Przecież kontrolowałem to, czy się zatrzyma, miałem też kamizelkę, więc byłem widoczny. Słońce w oczy mi nie świeciło, więc jemu też nie. To dlaczego, pomimo dopełnienia wszelkich starań i myślenia za innych tak się stało? Nie zabił mnie, motoru też nie uszkodził, więc puściłem to w nie pamięć i cieszyłem się tym, że zaczęły się podjazdy pod górki ;)

Jechałem przez Lubaczów i Jarosław. Tuż przed Przemyślem, w miejscowości Orły zobaczyłem reklamę Volvo line na warsztacie i jednocześnie sklepie, więc zatrzymałem się, żeby kupić olej do mieszanki. Na miejscu trafiłem na bardzo sympatycznych motocyklistów, dostałem rabat na olej, a także gratis smar do łańcucha ;) Jak się później okazało, w garażu stało takie cacko:

Obrazek

Czoperynka ;D Jednak to był tylko przedsmak. Obok stała piękna i niemal oryginalna Syrena 101. Rarytas tak niesamowity, że aż nie mogłem w to uwierzyć:

Obrazek

Dostałem deklarację, że w przypadku, gdy motor nawali w promieniu 100km, będę miał zapewnioną pomoc. Podziękowałem, jednak wiedziałem, że nie będzie takiej potrzeby ;)
Od Przemyśla zaczęły się poważniejsze góry. Prawdę mówiąc przed wyjazdem obawiałem się Bieszczadzkich podjazdów, jednak Ogar spisywał się bardzo dzielnie. Minąłem Ustrzyki Dolne i Dojechałem do Ustrzyk Górnych. Byłem zdziwiony, gdyż załadowany Romecik dawał radę pod każdą górę na 3-2 biegu, a 1biegu nie użyłem ani razu ;).
W Ustrzykach dolnych zatrzymałem się na polu namiotowym. Rozłożyłem mokry namiot, jednak śpiwór i całą resztę miałem suchą, wiec nie narzekałem ;-)
Obrazek

Dzień zakończyłem z takim samym przebiegiem, jak w poniedziałek, czyli 361km

Ostatni, jedenasty dzień
9.08.2012r.(czwartek). Noc minęła spokojnie. Obudziłem się i dotarło do mnie, że w tym dniu najprawdopodobniej będę w domu i skończy się kolejna, wspaniała przygoda. Cieszyłem się z tego faktu, jednak wiedziałem, że do końca muszę być skupiony. Zapakowałem wszystkie rzeczy, a w kasie odebrałem kaucję za blachę na namiot i w drogę. Odwiedziłem Wołosate, czyli najdalej wysunięte miejsce na południe.

Następnie jechałem przez Cisną, Rabe, a w Baligrodzie zatrzymałem się na stacji. Zaczepił mnie tam motocyklista, który był ciekawy skąd i dokąd jadę ;-) Po krótkiej rozmowie sympatyczny kolega zadzwonił do swojej żony, żeby ta zrobiła kawę i herbatkę. Podjechaliśmy kawałek dalej do Stężnicy, a na miejscu dostałem pyszne jedzonko i herbatę ;)

Obrazek

Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, ale droga mnie wzywała i wyruszyłem dalej. Dostałem drogowskazy jak dojechać do Soliny, więc nie patrzyłem już do mapy.
Ogar dawał rade nawet po takiej nawierzchni :

Obrazek

Najgorzej było przejechać przez zaspę usypaną przez spychacz w tle, ale jakoś się udało.
Szybko znalazłem się w Solinie. Rometa odstawiłem na pierwszy w historii strzeżony parking, a sam udałem się zwiedzać zaporę.

Obrazek

Pogoda dopisywała, widoki również, jednak samemu trochę nudno się zwiedza, więc wróciłem do motoru i w trasę.
Z Soliny, jechałem przez Lesko, Sanok, Jasło, Zakliczyn, Lipnicę aż w końcu dojechałem do Dobczyc. Po godzinie 22 byłem w domu.

Obrazek

Dzień zakończyłem z przebiegiem 366km.
Generalnie wyjazd uznaję za udany ;) Spotkałem samych wspaniałych ludzi, życzliwych i całkowicie bezinteresownych. To bardzo budujące ;-)

Pewnie nie wiele osób przeczyta to w całość, dlatego małe podsumowanie:

-przejechałem blisko 3000km
-spaliłem około100l benzyny
-zużyłem ponad 3 litry oleju
-złapałem 2 kapcie, spaliłem kilkanaście żarówek
-zwiedziłem 3 skrajne końce i najniższe miejsce w Polsce
– pogoda dopisała, pomijając dwa dni, ale tragedii nie było
– przejeżdżałem przez następujące województwa: Małopolskie, Świętokrzyskie, Podkarpacie, Lubelskie, Mazowieckie, Podlaskie, Warmińsko-Mazurskie i Pomorskie.
– najczęściej pytano mnie, czy jadę z Mysłowic ;-) Rejestracja KMY

Pozostały mi jeszcze 3 województwa, w których nie byłem, a dokładniej Dolnośląskie, Lubuskie i Zachodniopomorskie ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s