Jak jesień, to tylko w Bieszczadach!

autorzy zdjęć i tekstu: Paulina i Dominik

Naszą podróż samochodowo-pieszą rozpoczęliśmy na trasie Myślenice – Wetlina, by tam przenocować w Studenckiej Bazie Noclegowej. A warto wybrać to miejsce jako zakwaterowanie, bo ceny niewysokie, blisko do klimatycznego baru Ranczo i przepiękne widoki o wschodzie słońca.


Na szlak wyruszyliśmy drugiego dnia, po dotarciu do Ustrzyk Dolnych. Naszym celem na ten dzień była Połonina Caryńska i Połonina Wetlińska. Po chwili poszukiwań wejścia na czerwony szlak, opłaceniu dziennego biletu wstępu do Bieszczadzkiego Narodowego Parku rozpoczęliśmy wędrówkę. Początek szlaku był bardzo sympatyczny. Wyznaczone ścieżki, usychające od słońc trawy i lekko pożółknięte liście na drzewach stworzyły urokliwy, prawdziwie bieszczadzki klimat.

Bieszczady (fot. Paulina i Dominik)

Po około godzinie raźnego marszu postanowiliśmy przystanąć na chwilę, zaczerpnąć wody i zrobić kilka zdjęć na tle Wetliny Caryńskiej a przydrożny kamień był do tego mocnym argumentem. Na Waryńskiej wiało. Nie to raczej mało powiedziane. Wiało tak, że zwiewało rzodkiewki z kanapek! Ale widoki przecudne, więc i uciekające śniadanie smakowało wybornie. Uciekliśmy szybko. Do Brzegów Górnych szło się raczej szybko, bo i ludzi dużo i trzeba raczej spieszyć się, żeby nie torować szlaku. Mijamy turystów idących w górę i w dół. Wciąż i nadal kolorowe drzewa i coraz więcej liści pod stopami.


W Brzegach Górnych rozdzielamy się. Większa połowa wraca do Wetliny busem, raczej drogim. My idziemy dalej czerwonym szlakiem, przez Chatkę Puchatka do Przełęczy Orłowicza. Przy szlaku zauważamy, że borowiny które ścielą się na połoninach przybierają niesamowite kolory i potwierdzamy prawdziwość wszystkich tekstów piosenek o złotych kobiercach górskich. W schronisku tłumy, kolejka i dużo, bardzo dużo śmieci walających się na wietrze. Widok raczej nieciekawy, ale wchodzimy do środka, żeby napić się herbaty z termosu i zjeść kanapkę. Wychodząc stwierdzamy posprzątane śmieci i kontynuujemy wędrówkę w stronę Wetliny. Jest trudniej, bo zaczął padać deszcz, który pod wpływem potwornego wiatru zacina mocno w twarz. Nie trwa to długo i na Przełęczy Orłowicza możemy spokojnie odpocząć przed ostatnim odcinkiem trasy. Od tej pory zmieniamy kolor szlaku na żółty i schodzimy do Wetliny. Mijamy kilka rodzin z małymi dziećmi, które imponują nam energią i chęcią wędrówki pod górę. Przy barze skręcamy na szlak, nie widząc że mogliśmy zrobić skrót, ale nie martwimy się tym – skrót idzie asfaltem a my polną ścieżką. Szlak wychodzi przy przystanku busów, które mogą nas zawieść bliżej bazy noclegowej, ale my idziemy dalej pieszo. Zajmuje nam to 10 minut i jesteśmy w Ranczu na pysznych pierogach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s