Horezu – tam, gdzie hukają puszczyki

Horezu1 to niewielkie miasteczko w Oltenii. Niby nic nadzwyczajnego, ale jeden rzut oka wystarczy, żeby się zorientować, że to miejsce niezwykłe. Szczególnie spostrzegawczym być zresztą nie trzeba :) Gdzie głowy nie obrócisz, tam dostrzeżesz pracownię garncarską. Lokalni rzemieślnicy zostali nawet docenieni przez UNESCO. Wytwarzają swoje cudeńka zgodnie z wielowiekową tradycją. Zdobią je w bardzo charakterystyczny sposób. Przy głównej drodze jest mnóstwo straganów. Wszyscy łapczywym wzrokiem wpatrują się w sławną ceramikę, a ja dostrzegam wiszącą w kącie koszulę z rękawami haftowanymi w tradycyjne rumuńskie wzory. Sprzedawca uśmiecha się pod wąsem, ja próbuję jakoś przymaskować ogniki w oczach. Pada oczywiste pytanie „ile” i… wykazuję się wyjątkowym sknerstwem… cóż, bycie rodowitą Krakowianką zobowiązuje! (Dobra, to był początek wyprawy, nie chciałam tak na starcie ogołocić portfela ale… do dziś żałuję! Owe bluzki widziałam później w różnych miastach, jednak cena była 3 – 4-krotnie wyższa niż w Horezie.)

Horezu - tradycyjna ceramika (fot. A. Olchawska)ceramika

Gdy dochodzę do końca straganów, zaczynam się zastanawiać jak dotrzeć do celu dzisiejszej wędrówki. Zagajam do blond piękności o bujnych kształtach. Ta półgębkiem, nie wyciągając z ust papierosa stwierdza, że nie wie i patrzy na mnie z politowaniem. Fakt, miała bluzkę z cekinami i dżety na spódnicy, ale żeby od razu takim z niesmakiem! Obok jest wulkanizacja. Tam na pewno znajdę kogoś bardziej przystępnego. Pukam, wchodzę nieśmiało. W ciemnym wnętrzu siedzi mężczyzna. Łamanym rumuńskim pytam go o drogę. W mroku jego zęby błyskają w serdecznym uśmiechu. Mówi dosyć szybko, ale tak sugestywnie macha rękoma, że udaje mi się zrozumieć, co i jak. Otóż kawałek dalej na wzgórzu trzeba zjechać z głównej drogi w lewo. Po około 3 km jesteśmy u bram monastyru.

Niebo zasnuwają ciemne chmury. Grube mury stają się jeszcze posępniejsze. Ku mojemu zaskoczeniu tłumu turystów nie ma. Przechodzimy przez bramę i atmosfera robi się bardziej sielska. Tuż obok spaceruje krowa, kwitną róże. Jest spokój.

Monastyr  Hurez (fot. A. Olchawska)

Przed wejściem do świątyni widnieje zakaz fotografowania. Przekręcam aparat na pasku i wchodzę do misternie zdobionego przedsionka. Przekraczam próg cerkwi pod wezwaniem Trójcy Świętej i… jestem w innym świecie. Wrażenie jest piorunujące! W jednej chwili wszystkie myśli, które jeszcze przed momentem kołowały się w głowie, cichną. Nagle jestem. Po prostu jestem i patrzę. Wzroku oderwać nie mogę od tych fresków. Grek Konstantinos oraz dwunastu jego uczniów pracowało nad nimi przez 10 lat. Malowidła są dosłownie wszędzie. Ze ścian i sufitu spoglądają na nas postacie świętych, ale nie tylko. W pronaosie są umieszczone wizerunki członków rodziny Basarabów i Cantacuzino. W przedsionku zaś spotykamy trzech mistrzów: murarza Maninei, stolarza Istratego oraz rzeźbiarza Vucaişna. W westybulu stoją puste sarkofagi. Miały tam spocząć szczątki fundatora świątyni. Tak się jednak nie stało (ale o tym później).

Monastyr  Hurez (fot. A. Olchawska)

Cerkiew jest doskonałym przykładem stylu brancoverańskiego. Mamy plan greckiego krzyża. Kopuła przykrywająca nawę główną wsparta jest na czterech łukach. Elementy bizantyńskie łączą się z muzułmańskimi i palladiańskimi w zaskakująco harmonijny sposób. Szczegółowość wykutych dekoracji nie zaburza czystości formy.

Na kontemplowaniu schodzi mi mnóstwo czasu. Kuba nie podziela mojej fascynacji. Zniecierpliwionego spotykam na dziedzińcu. Wędrujemy arkadową kruchtą. W zachodniej części dziedzińca znajduje się refektarz i kaplica. Piętro zajmują cele. Toczy się codzienne życie.

Monastyr Hurez wzniesiono z polecenia Złotego Hospodara, Konstantyna Brâncoveanu2. Postać ta zajmuje szczególne miejsce w rumuńskiej historii. Konstantyn zasiadł na tronie w 1688r. Był to czas wzrostu siły Austrii i jawnego konfliktu między Turcją a Rosją. Brâncoveanu wiedział, że przeciwstawianie się osmańskiej dominacji to nie wszystko. Opracował zatem szereg reform, które realnie wzmocniły państwo. Dbał również o kulturę. W 1694 r. w bukaresztańskim klasztorze św. Sawy założył Akademię Nadworną, gdzie kształcono głównie w dziedzinie języka i kultury greckiej. Ufundował wiele cerkwi, monastyrów i rezydencji. W Hurezie zgromadził bibliotekę uznawaną na za największą w południowo-wschodniej Europie.

Hospodar Wołoski szukał oparcia u Piotra Wielkiego, choć zdawał sobie sprawę, że bojarom nie było to na rękę. Gdy w 1711 r. Turcy odnieśli zwycięstwo nad Rosjanami, jego pozycja była zagrożona. Trzy lata później rodzina ze strony matki  (Cantacuzino) ściągnęła władcę wraz z czterema jego synami do Stambułu, by w wyniku spisku ich stracić. Hospodara i jego potomków ścięto 15.08.1714r. Kościół prawosławny w 1992r. ogłosił ich świętymi.

Monastyr  Hurez (fot. A. Olchawska)

1Podobno Hurez zawdzięcza swą nazwę puszczykom (po rumuńsku huhurezi) zamieszkującym okoliczne lasy.

2Według legendy miejsce w którym miała być wzniesiona świątynia Bóg wskazał Konstantynowi we śnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s