Norweski granit. Okolice Bergen, Norwegia.

autor tekstu i zdjęć:  Grzegorz Kramar

Wspinaczkowo Norwegia znana jest obecnie z dwóch rzeczy. Pierwszą jest bezdyskusyjnie „tradowy” raj, czyli archipelag Lofoty, drugą – najtrudniejsza sportowa droga na świecie ustanowiona przez Adama Ondrę w zeszłym roku w gigantycznej grocie we Flatanger. Jednak wspinaczkowa Norwegia to rzecz jasna nie tylko te dwa miejsca. Wysokiej jakości drogi znajdziemy rozsiane po całym kraju. Dziś proponuję przyjrzeć się okolicom drugiego największego miasta Norwegii – Bergen.

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

Miejsce

Bergen jest drugim co do wielkości miastem Norwegii. Z populacją sięgającą ćwierć miliona mieszkańców może nie poraża, ale z pewnością dostarcza wszystkiego, czego moglibyśmy sobie zażyczyć. Jest całkiem dobry teatr, wielkie kino, parę przyzwoitych barów, kilka nieprzyzwoitych, cztery sztuczne ścianki wspinaczkowe, duża, nowiutka bulderownia i masa porządnego wspinania w okolicy. Miasto położone jest nad morzem, rozciągnięte w dolinie między siedmioma górami (zwanymi górami miejskimi). Pierwsze wrażenia z miasta są więc mieszane. W zależności od dzielnicy, w której się znajdujemy, możemy czuć się jak w górskim miasteczku, dużym mieście, niemal wiosce rybackiej czy historycznym skansenie (dzięki Bryggen, doskonale zachowanemu dawnemu nabrzeżu, wpisanemu na listę dziedzictwa kulturalnego UNESCO).

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

Warunki

Nadmorskie położenie miasta niesie za sobą nie tylko piękne widoki. Jest i druga strona tej monety, a imię jej Prąd zatokowy. Dzięki Golfstromowi całe zachodnie wybrzeże Norwegii cieszyć się może łagodnymi zimami (z temperaturą oscylującą w okolicach od minus pięciu do pięciu stopni Celsjusza) i sporą wilgotnością. Wilgotnością tak dużą, że tereny wokół Bergen klasyfikowane są jako umiarkowany las deszczowy. Ujmując to w najprostszych możliwych słowach – cholernie dużo tam pada. Wybierając się w te okolice nie można więc raczej liczyć na dwa tygodnie nieprzerwanego wspinu. Jest szansa, że przez około pięćdziesiąt procent czasu będziemy zmuszeni cieszyć się urokami miasta. Pozostałe pięćdziesiąt procent jednak będziemy mogli spędzić przyklejeni do wysokiej jakości granitu.

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

Charakter

Praktycznie cała Norwegia zbudowana jest z granitu. Nie chodzi mi oczywiście o domy, bo te niemal w całości są drewniane (wieki pożarów niczego ich nie nauczyły), chodzi mi o kontekst nieco bardziej geologiczny. Skała okolic Bergen cechuje się wysoką jakością. Tarcie jest niesłychanie wręcz dobre. Może właśnie dlatego spora część dróg sportowych opiera się na smearingu po slabie. Stara prawda, że najważniejsze we wspinaniu są nogi, znajduje tu zdecydowanie swoje zastosowanie. Oczywiście miłośnicy wiszenia na przednich kończynach znajdą tu także swoje trudne przewieszenia, jednak i oni szybko skonstatują, że to nie przewieszenia stanowią o charakterze wspinania sportowego okolic Bergen.

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

Miejsca

Intuicyjnie mieszkający w Bergen wspinacze dzielą miejsca, w których można się wspinać, na dwie kategorie – miasto i Sotra (czyt. Sutra). „Miasto” składa się z kilku miejscówek położonych mniej lub bardziej w samym mieście, osiągalnych przy pomocy komunikacji miejskiej, nieraz z wysoce nieatrakcyjnym widokiem na centrum handlowe czy inne cuda architektury. Sotra z kolei jest wyspą, leżącą na zachód od centrum. To tam znajduje się lwia część lokalnego wspinania, to tam jeździ się, jeśli chce się zrobić coś więcej niż „popołudniówkę”.

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

Miasto

W granicach administracyjnych miasta znajduje się parę możliwych do wykorzystania ścian, jednak w zasadzie tylko dwie z nich są prawdziwie godne wzmianki. Pierwszą z nich jest zaskakująco przyjemnie położone Helleneset. Piętnastometrowa ściana kończy się na dole sporej wielkości półką, by następnie zejść spokojnie do morza. Wspinając się więc mamy widok na otaczającą miasto zatokę. Samo miejsce zaś oferuje 23 drogi o trudności od 4a do 7c+. Znakomita większość dróg charakteryzuje się minimalnej wielkości chwytami i koniecznością maksymalnego wykorzystania tarcia. Doskonałe wprowadzenie do norweskiego granitu. Kto nie chce się jednak wprowadzać w taki rodzaj wspinania, może wsiąść do autobusu i przejechać na drugą stronę miasta. Znajdzie tam sporej wielkości (60 m) skalną „falę”. To właśnie tam zjeżdżają się najlepsi wspinacze miasta na popołudniowe treningi. Mocno wywieszona ściana oferuje 56 dróg o trudnościach od 6a do 8b. Przewieszenie gwarantuje też, że można tam się wspinać niezależnie od pogody. Formacja jest naprawdę imponująca, drugi dużo bardziej wymagające fizycznie, jedno tylko psuje nieco zabawę – widok na spore centrum handlowe i przylegający do niego parking.

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

Sotra

Kto rozgrzał się w mieście może wyruszyć na wyspę. Dojazd na Sotrę możliwy jest autobusem, jednak zdecydowanie polecam posiadanie samochodu. Odległości między kolejnymi miejscówkami są na tyle zauważalne, że sprawne przemieszczanie się bez własnego samochodu może być mocno uciążliwe (choć nie niemożliwe). Sotra jest gospodarzem dziewięćdziesięciu procent lokalnego wspinania, opisywanie kolejnych pól mijałoby się więc z celem. Warto jednak na pewno nakreślić ogólny charakter wyspy. Sotra jest dość…jałowa. Składa się ona w większości ze skał i porostów. Znalezienie drewna na ognisko jest więc nie lada wyzwaniem (nie jest jednak kompletnie niemożliwe). Wzięcie ze sobą dużej ilości pitnej wody wydaje się być dobrym pomysłem, mimo że w przypadku jej braku zawsze możemy poprosić zamieszkałych w okolicy ludzi o napełnienie butelek. Norwegowie są z reguły uprzejmi i władają nienagannym angielskim, więc problemów być nie powinno.

Mniejsze lub większe miejscówki oferują wspinanie na każdym poziomie. Co ważne dla nie tak doświadczonych wspinaczy – bardzo często łatwiejsze drogi są niezwykle interesujące i dostarczają co najmniej tyle samo frajdy co te trudniejsze. Co niemniej ważne, Sotra jest niezwykle malownicza. W przypadku zmęczenia lub po prostu lenia, przyjemność można czerpać z samego siedzenia pod ścianą i patrzenia się na pagórki/morze/jezioro rozciągające się przed nami.

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

Na koniec

Okolice Bergen mogą dostarczyć dobrego wspinania na ładnych parę tygodni, o ile oczywiście dopisze pogoda. Skupiłem się tutaj na wspinaczce sportowej, jednak warto pamiętać, że w Norwegii najważniejszym rodzajem wspinania jest „trad”. Dla tych, którzy preferują wspinaczkę bez metalowych kółek w ścianie, też znajdzie się w okolicy sporo do roboty (miejscowy klub wydał osobny przewodnik po drogach z własną asekuracją).

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Pogoda

Pogoda zachodniego wybrzeża Norwegii jest wysoce nieprzewidywalna. Najdokładniejszą prognozę pogody uzyskać możemy na stronie norweskiego instytutu meteorologicznego: www.yr.no.

Przylot

Dzięki sporej emigracji parę tanich linii lotniczych zdecydowało się uruchomić loty do Bergen. Najtańszą opcją wydaje się być Wizzair. Alternatywą jest Norwegian z Warszawy i Krakowa.

Transport

W mieście i okolicach polecam autobusy. Na Sotrze warto mieć swój samochód, jednak jeśli ktoś dysponuje odpowiednią ilością wolnego czasu, może się bez niego obyć.

Noclegi

W mieście znajduje się szereg hoteli, na Sotrze parę kampingów. Co ważne, w Norwegii legalne jest rozbijanie namiotu w każdym miejscu niewidocznym z najbliższych zabudowań lub oddalonym od nich o minimum 100 m. W praktyce w ładne dni w okolicy każdej niemal większej miejscówki pojawia się parę namiotów zaraz pod skałą.

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

Odpoczynek

Deszczowe dni spędzić można w mieście. Bergen ma wszystko to, co każde duże miasto mieć powinno, wliczając muzea, galerie, bary i inne atrakcje. Dla spragnionych pieszych wycieczek polecam wejście na jedną z miejskich gór Ulriken i przejście na drugą z nich – Fløyen (drogę trzeba liczyć na jakieś 6 godzin).

Ceny

Tak, Norwegia jest droga. Bilet autobusowy kosztuje w przeliczeniu jakieś 15 zł, bochenek dobrego chleba mniej więcej tyle samo. Jednak jeśli jesteśmy gotowi jeść jedzenie z nie najwyższej jakości, to pobyt da się przeżyć. Szczególnie jeśli uwzględnimy niepłacenie za noclegi.

Przewodnik

Istnieje przewodnik wspinaczkowy dla regionu. Kupić go można było w sklepie „Ute” w centrum miasta w cenie 300 NOK. Przewodnik wydany został w 2004 roku i obecnie jest wyprzedany. Na stronie internetowej miejscowego klubu wspinaczkowego: www.bergen-klatreklubb.no można obecnie nabyć przewodnik cyfrowy. Za 100 NOK otrzymujemy wówczas dostęp do pdf-ów z topo, do ściągnięcia na nasz smartfon czy inny gadżet.

Norweski granit (fot. Grzegorz Kramar).

PS.

Więcej tekstów Grześka poświęconych norweskiej kulturze znajdziecie na http://kolegakramar.tumblr.com/ Ciekawie i dobrze napisane. Warto zajrzeć  ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s